W grudniu 2004 Instytut Pentor przeprowadził kolejny, doroczny pomiar, rejestrujący zmiany zachodzące w poziomie zdrowia Polaków. Pomiary prowadzone są regularnie raz do roku od 1996 roku na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych mieszkańców kraju. Wyniki pomiaru z grudnia 2004, wskazują na stałą już tendencję, że:
-
czujemy się coraz zdrowszymi,
-
i coraz rzadziej dokuczają nam problemy zdrowotne.
Nasza opinia o zdrowiu zasadniczo nie ulega zmianie, jeśli już, to częściej określamy nasz stan zdrowia jako dobry. Jednakże pomimo deklaracji o dobrym stanie zdrowia, w ostatnich 2-3 latach wyraźne nasila się występowanie dolegliwości związanych z rozwojem cywilizacyjnym, z narastającym tempem życia oraz wszechobecnym stresem. Coraz częściej skarżymy się na takie dolegliwości jak:
-
bóle głowy/ migrena,
-
zaburzenia snu/ bezsenność,
-
wszelkiego rodzaju stany lękowe/ niepokoju,
-
coraz częściej jesteśmy nadpobudliwi, pełni złości i agresji wobec innych.
Daje się zauważyć wyraźna korelacja tego stanu z aktualną sytuacją gospodarczą i poziomem życia naszego społeczeństwa. Większość ze wskazanych dolegliwości wskazują przede wszystkim osoby o niskim poziomie wykształcenia, niewiele zarabiające, które borykają się z podstawowymi problemami życia codziennego. W ostatnim czasie mamy także do czynienia z takimi zjawiskami jak nasilanie się dolegliwości związanych z problemami układu trawiennego:
-
niestrawność,
-
zgaga,
-
refluks żołądka,
-
a także związanych z bólami kręgosłupa.
W ostatnim roku częściej również zapadaliśmy na wszelkiego rodzaju infekcje górnych dróg oddechowych, częściej występowały takie objawy jak: katar, kaszel, gorączka, bóle mięśni, stawów, łamanie w kościach.
Rysuje się jednak wyraźna tendencja, iż coraz rzadziej odwiedzamy lekarza, lecząc się często na własną rękę. Dopiero, kiedy pojawią się poważne dolegliwości, a zastosowana przez nas terapia nie przynosi oczekiwanych rezultatów, odwiedzamy specjalistę. Oczywiście postępowanie takie powiązane jest z wiekiem pacjenta: im jesteśmy młodsi tym częściej sami się leczymy, natomiast z biegiem lat stajemy się bardziej wrażliwi na punkcie swojego zdrowia, zaczynamy się częściej bać i tym samym częściej odwiedzamy lekarza.
Co ciekawe zawartość naszej apteczki też rośnie z wiekiem. Mamy coraz więcej lekarstw trzymanych na wszelki wypadek, na różne dolegliwości. Zjawisko samodzielnego leczenia się farmakologicznie, którego nasilenie obserwujemy od kilku lat, wspomagane jest poprzez wszelkiego rodzaju publikacje pojawiające się na rynku. Wskazują one już nie tylko jak domowymi sposobami zwalczać chorobę, ale również jak rozpoznawać chorobę, jakie symptomy wskazują na wystąpienie danej dolegliwości oraz jaką kurację zastosować, jaki lek wybrać. Tendencja ta jest potęgowana przez fakt, iż na rynku coraz więcej preparatów występuje jako leki bezreceptowe, dodatkowo wspomagane poprzez silne promocje. Idziemy zatem w naszych zachowaniach w kierunku krajów wysokorozwiniętych, gdzie tzw. konsumpcja leków jest na dużo wyższym poziomie, choć nie należy zapominać, iż zamożność pacjentów w tych krajach lub zdrowszy system ubezpieczeń społecznych i refundacji również jest na wyższym poziomie.
W naszym kraju, także na trwałe w budżetach gospodarstw domowych zagościły wydatki na prywatną służbę zdrowia, płatne badania, leczenie oraz na upominki. Z roku na rok udział tych wydatków rośnie w naszych budżetach.
Z jednej strony wydatki rosną wśród osób starszych, które pomimo, iż dysponują niewielkim budżetem, na pierwszym miejscu stawiają oczywiście zdrowie, ograniczając inne wydatki do niezbędnego minimum, z drugiej strony wydatki rosną wśród osób, o dochodach wyższych niż przeciętne.
W obu przypadkach jest to podyktowane patologiczną sytuacją w państwowej służbie zdrowia. Pomimo zatem powszechnego moralnego sprzeciwu, zmuszeni jesteśmy do pogodzenia się z odpłatnością za niektóre wizyty lekarskie.


